Kolczyki, malowanie paznokci i farbowanie włosów u dzieci

Kolczyki, malowanie paznokci i farbowanie włosów u dzieci

O ja naiwna. Wiecie czemu zawsze marzyłam o dziewczynce? Pomijam kwestię różowych ubranek i miliona falbanek. Po prostu zawsze wydawało mi się, że dziewczynkę łatwiej wychować. Chłopcy wydawali mi się bardziej problematyczni i cała kwestia posiadania siusiaka też mnie jakoś onieśmielała. A tu się okazuje że wychowywanie dziewczynki wiąże się z milionem dodatkowych kwestii, których przy chłopakach nie ma i jest spokój. Mówię tu na przykład o przebijaniu uszu niemowlakom i małym dzieciom czy malowaniu paznokci i farbowaniu włosów dziewczynkom, które nie wyszły jeszcze z podstawówki. Kwestie bardzo gorące i powodujące wrzenie na forach internetowych.  

Zacznijmy od przebijania uszu, temacie bardziej spornym wydaje mi się, bo naruszasz tu żywą tkankę swojego dziecka. Mówię tu cały czas o niemowlakach lub małych dzieciach, które nie rozumieją z czym wiąże się taki zabieg, nie da się im tej wiedzy przekazać, ani całego procesu wytłumaczyć. Ja ogólnie jestem przeciw. Karanie więzieniem ludzi, którzy się podjęli wykonania zabiegu na dzieciach (co jest pomysłem w Wielkeij Brytanii), może jest przesadą, ale uważam, że każdy rodzic powinien się pięć razy zastanowić zanim to zrobi.

Po pierwsze niech pomyśli dlaczego chce taki zabieg wykonać. Przecież nie dla dziecka – ono nie rozumie co jest grane, co to są uszy, co to są kolczyki. Więc każdy rodzic robi to dla siebie. Najczęściej po to by uatrakcyjnić wygląd bobasa, by córka wyglądała bardziej „dziewczęco”, albo po prostu by było ładniej, by coś się wokół twarzy działo. Czyli już jestem bardzo do takiej osoby zrażona – po pierwsze uważa że jej dziecko wygląda z jakiegoś powodu źle i trzeba je zmienić. Po drugie po co upiększać niemowlaka? Dziecko ma mieć radosny żywot a nie upiększać salon. To nie zabawka która ma być ozdobą rodzica, a żywa istota.

Inni mówią: taka tradycja – robi się to póki dziecko nic nie zapamięta. Zasłanianie się tradycją jest albo tchórzostwem (najczęściej związanym ze strachem przeciwstawienia się rodzinie) albo głupotą (niewiedzą że takiej tradycji można się przeciwstawić). Pamiętajmy też, iż to że dziecko nie zapamięta bólu związanego z przekłuciem uszu nie znaczy, że tego bólu czuć nie będzie. Zapewniam was że ból się pojawi, a dziecko nie będzie wiedzieć co się dzieje, dlaczego mama je temu poddaje, dlaczego bobasowi dzieje się taka realna krzywda.

Nie możemy dzieci ochronić przed całym bólem świata – musimy je szczepić, dawać zastrzyki w czasie choroby, ale tu celem jest wyzdrowienie dziecka, a nie samolubne poprawianie jego wyglądu. Dodatkowo dochodzą kwestie tego, że zabieg przekłucia uszu może skończyć się groźnymi powikłaniami. Od zapalenia czy podrażnienia ucha zaczynając, kończąc nawet na żółtaczce jeśli zrobimy to w nietrzymającym higieny zakładzie kosmetycznym (który z wierzchu może wyglądać bardzo porządnie, ale sprzętu wcale nie muszą odpowiednio odkażać, bo na przykład oszczędzają na detergentach). Także ten ostatni argument, można powiedzieć, całkowicie zniechęca do przekłucia uszu dziecka kiedykolwiek.

Jeśli jednak już miałabym wybrać odpowiedni moment dla takiego zabiegu, będzie to bardzo indywidualny czas, w zależności od dziecka. Przede wszystkim córeczka (w tekście zakładam, że problem dotyczy głównie dziewczynek, jednak osobiście znam przypadki przekłucia uszu chłopcom by syn wyglądał bardziej „cool”) musi tego chcieć i werbalnie taką chęć przekazać. Musi rozumieć, że wiąże się to z dużym bólem, który może trwać tylko kilka dni, ale w razie powikłań może utrzymywać się dłużej. Musi zrozumieć, że przekłucie uszu wiąże się też szczególnie na początku, z utrzymywaniem odpowiedniej higieny wokół dziur. Czasem już kilkuletnie dziecko jest w stanie spełnić te wymagania. Jeśli jednak nadal czujemy, że przekłucie uszu to dla dziecka tylko chwilowa zachcianka, warto poczekać trochę dłużej i dać córce (synowi) dodatkowy czas do namysłu i podjęcia decyzji. Tylko taki scenariusz jestem w stanie zaakceptować.

Jeśli chodzi o malowanie włosów i paznokci mój stosunek jest podobny do tego powyżej. Jestem całkowicie przeciwna upiększaniu w ten sposób niemowlaków, nawet ciężko mi sobie wyobrazić by ktoś chciał farbować włosy leżącym bobasom. Jeśli jednak dziecko zakomunikuje o tym, wyrazi chęć, jest to oczywiście kwestia do rozważenia.

Po pierwsze, moim zdaniem, na takie zabiegi na pewno możemy pozwolić dzieciom na wakacjach, w czasie przerwy od przedszkola czy szkoły, w czasie rodzinnego wyjazdu nad morze. Dziecko nie powinno umalowane w żaden sposób, chodzić na zajęcia szkolne, chyba że wiąże się to z balem przebierańców czy inną imprezą, dyskoteką (jedyny lakier na co dzień który jestem w stanie zaakceptować to przezroczysty lub kolor cielisty, matowy, kolor włosów do końca podstawówki powinien zostać naturalny).

Po drugie takie zabiegi powinno wykonywać się produktami dla dzieci przeznaczonymi. Powstaje coraz więcej specjalnych lakierów do paznokci dla dzieci, czy sprayów z farbą właśnie dla nich. I tego powinniśmy używać w takich sytuacjach, a nie produktów przeznaczonych dla dorosłych, które zawierają więcej chemii i innych świństw.

Po trzecie i najważniejsze, takie zabiegi muszą być traktowane zarówno przez rodzica jak i dziecko jako zabawa, coś wyjątkowego, nie rutynowego. Nie możemy dopuścić do tego, że dziecko odczuje że musi farbować włosy czy malować paznokcie, by być ładniejsze. My – rodzice, nie możemy tym chcieć poprawić wyglądu dziecka, jedynie sprawić by dobrze się bawiło (na przykład jeśli pomalowane na czarno paznokcie są częścią przebrania na Halloween).    

Także tego, taki jest mój osobisty stosunek do tego typu zabiegów. Wniosek taki, że generalnie dzieci są piękne i nie powinniśmy ich upiększać na siłę. Jeśli nie możesz patrzyć na ból dziecka towarzyszący szczepieniu, a prowadzisz je bez mrugnięcia na przebicie uszu, to coś jest z tobą nie tak. Znam też przypadek farbowania włosów chłopcom, braciom, normalnie na co dzień, w roku szkolnym, na złocisty blond, by ładniej wyglądali. Nikt mi nie wmówi, że matka była całkowicie zdrowa na umyśle robiąc to 7 i 8 letnim szkrabom (nie mówiąc o tym, że jeździła z nimi do salonu 200 km co kilka tygodni, by to zrobić u jakiegoś tam sławnego fryzjera). Matki opanujcie się, proszę.  

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.